.dodaj.
oni.
wy.
archiwum.
Temat: "Rozdział dwudziesty: Brak akceptacji rzeczywistości."
Data: sobota, 13 września 2008
Godzina:14:54:48
Opinie: 1
Cóż mogę powiedzieć? Rozleniwiłam się i byłam niepewna. Niepewna tego rozdziału. Dziękuję, więc Magdzie, która tę niepewność rozgoniła. Dodaję na jej odpowiedzialność. Jeszcze słówko do Zojki, zamierzam dalej pisać, Alice jest tak silnie zakorzeniona w mojej głowie, że nie mogłabym jej zostawić.
EDIT 25.03. WSZYSTKICH KTÓRZY KIEDYKOLWIEK BYLIBY ZAINTERESOWANI MOJĄ RADOSNĄ TWÓRCZOŚCIĄ INFORMUJĘ, ŻE TWORZĘ TERAZ ZUPEŁNIE INNĄ BOHATERKĄ I SERDECZNIE ZAPRASZAM :
. DELTA .
Alice przez cały weekend nie mogła sobie znaleźć miejsca. Dręczące ją pytania nie dawały chwili wytchnienia. Nie mogła na niczym innym skupić uwagi. Była rozdrażniona i z godziny na godzinę bardziej poirytowana. Denerwowały ją rozmowy innych, nawet szepty. Jej wyostrzonym zmysłom nie umknęło skrobanie pióra po pergaminie. W jej głowie brzmiało to jak odgłosy pędzących samochodów przez autostradę, jak lot samolotem z uchem przy jednym ze starych silników, jak wielokrotna teleportacja setek czarodziejów naraz. Delikatnie rozmasowała skronie i przymknęła oczy, głowę odchyliła do tyłu. Spojrzała w okno, było już ciemno. Ten mrok wydawał jej się być w tej chwili oazą spokoju, tak bardzo przez nią pożądaną. Podniosła się z fotela, by chwilę później zniknąć za portretem.
Syriusz obserwował ją niemalże bez ustanku, gdyby mógł nie spuszczałby jej z oka nawet na minutę. Nie chciał jednak się narzucać, w pewien sposób czuł, że ona nie chce teraz jego pomocy, że potrzebuje samotności i spokoju. Podszedł do dwójki przyjaciół, obejmujących się i z czegoś chichoczących, dosiadł się i zignorował wymowne spojrzenie Jamesa.
- Lil?
- Hm?
- Co z Alice? Nie wiesz może, co jej dolega?
Ruda spojrzała na niego pełnym oburzenia spojrzeniem i nerwowo odgarnęła włosy za uszy.
- Chyba nie sądzisz, że ci powiem, nawet jeśli wiem. Skoro tobie sama nic nie powiedziała, znaczy, że tego nie chce. Nie musisz jej niańczyć Syriusz, ona jest dorosła i świadoma swoich wyborów, jeśli będzie chciała z tobą pogadać, to zapewne to zrobi.
Ton, jakim wypowiedziała te kilka zdań w pewien sposób go rozbawił. Miał wrażenie, że Lilka pozorując wyniosłość swojej wypowiedzi, stara się utrzymać w tajemnicy, to co wie. Gdyby nie James patrzący na niego z oczekiwaniem, aż odejdzie nie dałby tak łatwo za wygraną. Teraz jednak nie miał sumienia nalegać.
*
Rozgwieżdżone niebo zdawało się uspokajać, jak środek nasenny. Tyle małych punkcików, tyle przeróżnych konstelacji. Wśród bajecznie mrugających do niej gwiazd zawisł księżyc, cienki rogalik, jakby uśmiech. Krótko po tym jak odeszła jej matka wypatrywała jej na niebie. Izabelle, zdając sobie sprawę, jak niewiele życia jej pozostało, zabrała ją któregoś wieczoru do ogrodu. Położyły się na kocu i patrzyły w niebo. Nie było na nim aż tylu gwiazd, a może już nie pamiętała. Jednak doskonale w pamięci zapisało jej się to, co wtedy usłyszała od matki.
„ Spójrz kochanie, jak pięknie wygląda niebo nocą. Zawsze kochałam ten widok. Kiedy byłam w Hogwarcie mój kolega zapytał mnie, czego najbardziej pragnę. Odpowiedziałam mu, że gwiazdki z nieba. Wyśmiał mnie i nazwał niemądrą. On nie wierzył, bo ludzie często nie wierzą, że marzenia się spełniają, ale ja wierzę i nadal mam nadzieję dostać jedną, kiedyś…”
Starała się nie wątpić, że marzenie jej mamy się spełniło, chciała wierzyć, że Bóg, który nie dał jej sposobności do cieszenia się z życia, dał jej szansę dosięgnąć gwiazd.
- Mamusiu… czy tobie też było tak bardzo ciężko, kiedy przyszło ci stawić czoła życiu? Kiedy musiałaś stąd odejść i wejść w świat tej wybujałej dorosłości? Czy mam szansę poradzić sobie z tym? Jest mi tak strasznie źle, tak trudno. Nie chcę rozstawać się z tym miejscem, mam takie złe przeczucia, taki niepokój w sobie. Nie potrafię tego uporządkować, nie jestem jeszcze gotowa. To wszystko dzieje się zbyt szybko, zbyt gwałtownie. Pogubiłam się… - Po jej policzkach swobodnie płynęły łzy, usta miała zaciśnięte, oplatała się ramionami i drżała czując na całym ciele letni chłód.
Była tak bezradna, bezbronna, i bez żadnego pomysłu na samą sobie. Ogarniało ją ogromne przerażenie i mimo tylu otaczających ją przyjaciół, czuła się coraz bardziej samotna. Była wściekła na samą siebie, doskonale zdając sobie sprawę, że jest zazdrosna. Zazdrosna o szczęście najlepszej przyjaciółki. Nie potrafiła jednak odrzucić tego zjadliwego uczucia. Paliło ją od środka.
*
Podszedł najciszej, jak potrafił i delikatnie ją objął. Czuł, jak drgnęła nerwowo w jego ramionach, ale nie próbowała uciec. Była lodowata. Odwrócił ją przodem do siebie i spojrzał w roziskrzone blaskiem gwiazd odbijającym się w łzach, oczy. Machinalnie odgarnął już trochę przydługą grzywkę z jej czoła i uśmiechnął się. Nie odwzajemniła uśmiechu, tylko oparła zarumieniony policzek o jego ramię. Czuł jej ciepły, nierówny oddech na swojej szyi, wiedział, że stara się uspokoić. Pogładził ją po długich, ciemnych włosach. Kiedy oparł dłonie na jej plecach zauważył jak schudła. Spokojnie, bez większych wysiłków mógł policzyć jej kręgi. Nie było to bardzo widoczne, ale bardzo wyczuwalnie. Zaniepokoił się. Nic jednak nie powiedział, nie chciał jej rozzłościć, ani zranić, chciał jej pomóc.
- Alice, co się dzieje? – zapytał nie licząc jednak na odpowiedź.
- Boję się Syriusz, bardzo się boję.
- Czego Kochanie?
- Życia.
Krótki dialog brzmiał dziecinnie, ale wystarczył. Doskonale ją rozumiał. Nie czuł tego samego, nie lękał się przyszłości. Nie spieszyłby się do odejścia z Hogwartu, gdyby mógł zatrzymać czas, z pewnością by to zrobił, ale czuł, że poza tymi murami czeka go wspaniałe życie. Może to tylko za sprawą wyobraźni, może rzeczywistość nie była taka optymistyczna, ale chciał wierzyć, że zdoła, choć przez chwilę żyć intensywnie i szczęśliwie. Chciał stać się kimś potrzebnym i wartościowym, założyć rodzinę, codziennie wieczorem wracać z pracy, całować żonę na powitanie, jeść kolację, opowiadać dzieciom bajki, a później iść do tej jedynej, kochać się z nią, zasnąć, trzymając ją w ramionach, ze świadomością, że ma, dla kogo żyć.
Wyswobodziła się z jego ramion i lekko oddaliła. Stanęła do niego plecami i głęboko odetchnęła. Starała się zebrać myśli i zdobyć na odwagę, której teraz akurat jej brakowało. Poczuła skrępowanie, jakby słowa, które chciała wypowiedzieć, były śmieszne, jakby były tematem tabu i uwięzły jej w gardle. Nie chciała na niego patrzeć, nie chciała spoglądać w te szare, przenikliwe oczy, które zdawały się widzieć jej duszę. W końcu wzięła jeszcze jeden głęboki oddech i otarła łzy wierzchem drżącej dłoni.
- Syriusz, zadam ci pytanie, podobne do tego, które ty przede mną postawiłeś jakiś czas temu i także liczę na szczerość.
Nie przerwał jej, ale czuła, że intensywnie się jej przygląda.
- Powiedziałeś mi tam, na polanie, że mnie nie kochałeś, ale że nie kochałeś wtedy, czy to znaczy, że zdołałeś mnie pokochać, że kochasz mnie teraz?
Cisza, która zapanowała zdawała się trwać wiecznie. Mijały kolejne sekundy, a on milczał, jej przerażenie, skrępowanie zaczęło ustępować irytacji.
- Odpowiedz mi.
- Nie chcę Alice rozmawiać z twoimi plecami, jeśli dorośniesz do szczerej rozmowy na temat tego, co do ciebie czuję, wtedy będę mógł udzielić ci wyczerpującej odpowiedzi.
Miała ochotę go uderzyć, rzucić na niego jakiś urok. Chciała zadać mu ból, bo powiedział to, co od siebie odrzucała. Wytknął jej brak dojrzałości, jakby nie mógł zrozumieć, chociaż postarać się tego zrozumieć. Chciała coś powiedzieć, ale wydała z siebie tylko cichy wyraz złości.
- Alice możesz się złościć, możesz płakać, tupać, możesz mnie nawet bić, kopać i gryźć, ale to nic nie zmieni. Jeśli nie dorosłaś do tego by rozmawiać o miłości, to znaczy, że taka miłość, o jaką mnie zapytałaś jest ci nadal obca. Nie wiem, co się ostatnio z tobą dzieje. Kiedyś potrafiłaś powiedzieć, co myślisz, co czujesz, potrafiłaś odpowiedzieć i wysłuchać. Teraz coraz ciężej ci to idzie. Nie pomyślałaś, że problem jest gdzieś w tobie? Nie pomyślałaś, że to ty sama się pogubiłaś brnąc dalej w świat, który sama sobie wybudowałaś? Alice byłaś pełną życia i radości dziewczyną… co się z nią stało? Strach ma wielkie oczy, ale ty potrafisz go przezwyciężyć, przyznaj się sama przed sobą do tego, co czujesz, przestań się bać i zasłaniać wszelkimi możliwymi wymówkami, zacznij walczyć o dawną siebie…
Usłyszała, że odchodzi. Poczuła jakby nagle, między nimi wyrósł mur, który z każdą minutą będzie mocniejszy, bo cement scalający cegły zacznie zasychać. Czy chciała na to pozwolić? Czy chciała stracić przyjaciela? Chciała odsunąć się od niego, uciec? Chciała zapomnieć o tym jedynym, którego pokochała?
Mur nagle runął, a ona odwróciła się i spojrzała na powoli oddalającą się sylwetkę. Nie chciała krzyczeć, bała się, że ktoś usłyszy, zdecydowała się podbiec kawałek z nadzieją, że to usłyszy. Na próżno. Zatrzymała się.
Alice Sky
komentarze [1]
2006//2 .
3 .
4 .
5 .
6 .
7 .
8 .
10 .
12 ..2007//
3 .
5 .
6 .
8 .
9 .
10 .
11 .
12 ..2008//
1 .
2 .
5 .
9 ..
Pod wpływem impulsu i potrzeby spełniania swojej wizji szablon wykonała
autorka. Twarzy dla Alice pożyczyła od panny
Knightley,
tekstura napoatoczyła się przypadkiem,
tekst zupełnie z czapy, związany jednak z opowiadaniem, a
brushe z dysku twardego starego komputera. Wszytko połączone
w Photoshopie 7.0.